HASŁA i ZAKLĘCIA

HASŁA i ZAKLĘCIA
Audiofilska branża ma nieustanną tendencję do militaryzacji i mitologizacji

Firmy produkujące sprzęt hi-fi, zwłaszcza z wyższej półki, mają zastanawiającą skłonność do podkreślania swoich związków z przemysłem wojskowym. Razem z tą skłonnością idzie niemal chorobliwa słabość do zmyśleń i niedomówień. A wszystko bierze się stąd, że coraz trudniej sprzedać drogie hi-endowe komponenty. Wystarczy przejrzeć reklamy, żeby zobaczyć, które marki są na krawędzi załamania. Im częściej powołują się na kompleks zbrojeniowo-militarny i audiofilskie mity, tym bliżej ruiny. Poniżej – dziesięć najbardziej banalnych chwytów i sloganów reklamowych wykorzystywanych w wojnie o przetrwanie na rynku, którym żądzą wróżbici, szamani i bogaci dentyści, którym wszystko jedno, ile płacą za apartamenty w Dubaju, a tym bardziej za sprzęt do słuchania muzyki.

1. Produkt jest efektem wieloletnich badań i starannego rozwoju
Ta bzdura występuje w co drugiej reklamie hi-fi, przy czym najczęściej – co charakterystyczne – w reklamach kabli. Można by pomyśleć, że miedziane druty wymagają więcej badań niż nowy Boeing przed oblotem.

2. Sprzęt zawiera komponenty spełniające najwyższe standardy militarne
Sugestia taka ma uzasadniać wysokie ceny i kiepską jakość poprzednich modeli sprzętu.

3. Konstruktorzy sprzętu mają olbrzymie doświadczenie w konstruowaniu urządzeń wojskowych
Zawsze zastanawiamy się, co ma piernik do wiatraka?

4. Jesteśmy dostawcami sprzętu dla wojska i cieszymy się najlepszymi rekomendacjami naszych partnerów z ministerstwa obrony
Za tym sloganem kryje się jasny komunikat – żyjemy z wojska, a sprzęt dla audiofilów to nasza działalność uboczna, w której wykorzystujemy nadprodukcję i elementy odrzucone przez kontrolę wojskową.

5. Lampy w naszych wzmacniaczach mają specyfikację militarną i wykorzystywane są w rosyjskich stacjach radarowych
Nie wiadomo dlaczego, ale ta bajka cieszy się największą popularnością. Gdybyśmy mieli coś sprzedawać, do czego zupełnie się nie nadajemy, szukalibyśmy związków z rosyjską techniką. Może tu chodzi o romantyzm samotnego radarowca gdzieś na Kamczatce?

6.  Nowe modele naszego sprzętu zawierają układy modeli referencyjnych
Takie stwierdzenie uważamy za krok iście samobójczy. Poza tym współczujemy tym, którzy bulili grube tysiące dolarów za coś, co teraz można mieć o wiele taniej.

7. Nasz sprzęt gwarantuje przeżycie doświadczenia dźwięku na żywo
Przed chwilą słuchaliśmy – na żywo! – pianisty grającego w lobby pewnego hotelu na Kanarach. Jeśli go nie zastrzeliliśmy, to dlatego, że chłopina robi to dla swojej chorej żony i pięciorga dzieciaczków. Dziękujemy za taką muzykę na żywo.

8. Nasz sprzęt posiada ciepłe analogowe brzmienie
Banał wykorzystywany nagminnie przez audiofilskie marki. Znaczy tyle, że sprzęt gra teraz równie kiepsko, jak ten, który był produkowany 50 lat temu, a może nawet gorzej, biorąc pod uwagę stosunek cena/jakość.

9. Nasz sprzęt został zaprojektowany w USA/Wielkiej Brytanii/Francji/Kanadzie/Szwecji/Danii/Norwegii
Kiedyś mieliśmy odtwarzacz brytyjskiej marki Creek, który został zaprojektowany na Wyspach i wyprodukowany w Azji. Popsuł się po miesiącu, nie dał się naprawić i od tamtej pory jesteśmy uczuleni na tę markę oraz bezczelne aluzje, że najlepsi audiofilscy projektanci pochodzą z Europy i Ameryki Północnej.

10. Nasz sprzęt zawiera najnowocześniejsze technologie
Gdy takie stwierdzenie pada z ust reprezentantów audiofilskich marek, które ciągną się w technologicznym ogonie, bo taka jest natura tej branży, zastanawiamy się, dlaczego w komputerze za 2 tys. złotych znajdujemy więcej ciekawego niż w odtwarzaczu CD za 50 tys. dolarów lub wzmacniaczu lampowym za 100 tys. złotych, który siłą rzeczy nie może zawierać najnowocześniejszych rozwiązań? Tylko proszę nie mówić, że chodzi tutaj o ekonomikę produkcji…

foto: Wikimedia
Kategorie: NOWOŚCI

Skomentuj